Co nas nie zabije, to nas wzmocni...
... Czasem mam wrażenie , jakbym umierała od środka... Chwilami czuję się tak bezradna i bezsilna ... Żyję wśród ograniczonych ludzi... Odbyłam ciężką rozmowę z dzieckiem na temat jego funkcjonowania w szkole po powrocie z kliniki... Część z otaczających go ludzi odsunęła się , ostentacyjnie podkreślając jego inność... Do tej pory wielu nie akceptowało jego wyglądu, oceniając go bez bliższego poznania... Powiedział, że stara się tym nie przejmować, bo nie będzie się zmieniał, żeby się przypodobać innym,ale też ma już dość tego, w jaki sposób jest odbierany. Mimo wszystko nie umie się w tym środowisku odnaleźć... Zastanawiam się ,co zrobić, bo problem się sam nie rozwiąże ... Poza tym niepewność co do pracy i długi nie napawają mnie optymizmem... Zastanawiam się , ile znajdę jeszcze w sobie siły, żeby walczyć z przeciwnościami losu...
subtelne-szepty 2012-03-29 22:49:56
skomentuj (0)
Czytamy:)
subtelne-szepty 2012-03-27 19:29:41
skomentuj (0)
Klinika
... Miałam dużo szczęścia, że moje dziecko samo zasygnalizowało, że ma depresyjne nastroje. Na pozór nic nie było widać. Depresja nie zawsze daje specyficzne objawy. Po wizycie u psychiatry syn wrócił ze skierowaniem na oddział. Wstępna diagnoza: depresja. Lekarka stwierdziła, że jest wrażliwym młodym człowiekiem, który za bardzo skupia się na problemach,a nie dostrzega pozytywów. Sam zdecydował się poddać kilkutygodniowej terapii, którą zaproponowała. Mieliśmy 2 dni na przygotowania. Przyjęcie na oddział przypominało nieco więzienną procedurę - oddać sznurki, kable, żadnych ostrych przedmiotów, pasków, biżuterii i komórki. Dopiero jak stamtąd wyszłam, nerwy puściły - rozpłakałam się. Zawładnął mną lęk. Po kilku dniach pierwsza próba samobójcza - ktoś próbował się powiesić. Syn mój był mocno zszokowany i poruszony. Bardzo się o niego bałam. Kolejne dni wcale nie przedstawiały się lepiej - albo ktoś się ciął, albo próbował się zabić... Martwiło mnie też, że terapia się wolno rozwija i nie jest szczególnie ukierunkowana. Jednak po pewnym czasie nastapił przełom. Młody oswoił się z klimatami tam panującymi i inaczej spojrzał na świat. Ciężkie doświadczenia wiele go nauczyły. W pozytywnym sensie. Częściej miał sesje z psychologiem. Leki też dawały efekty. Lekarka założyła, że to, co bierze jego ojciec, może i na niego zadziałać - ze względu na geny. Kiedy wpadałam z odwiedzinami i patrzyłam na te dzieciaki, to zastanawiałam się, co tacy fajni młodzi ludzie tu robią. Bardzo się wspierają, są wobec siebie serdeczni, potrafią być dowcipni. Ilekroć dzwonię na oddział do automatu - bo to jedyna możliwość kontaktu - słyszę : "Poczta główna, słucham","Sala samobójców", "Izba wytrzeźwień"... Ich pomysłowość jest nieograniczona:). Spędziłam godziny na rozmowach z nimi - byli otwarci i mówili o wielu rzeczach bez skrępowania. To, czego się dowiedziałam, jeżyło włosy na głowie. Kiedy stamtąd wychodzę, głowę mam nabitą różnymi myślami. Od kilku tygodni funkcjonuję więc nowym trybem - albo pracuję do wieczora , albo po pracy wpadam do pociągu i jadę do kliniki. Jestem wykończona psychicznie i fizycznie,ale daję radę. Matki tak mają ;)...
subtelne-szepty 2012-03-05 17:54:37
skomentuj (2)

